– Po prostu wiedzieliśmy, że ta wojna nie skończy się, nie zatrzyma się w Donbasie, że pójdzie dalej. Chcieliśmy normalnie żyć. Tylu chłopaków zmarło, tyłu zostało kalekami. Dlatego podjęliśmy decyzję o opuszczeniu Ukrainy. Polska była pierwszym europejskim państwem. W 2015 roku zatrzymaliśmy się we Wrocławiu, skąd przyjechaliśmy do Kamiennej Góry – mówi Viktoriia.
– Powodem do opuszczaniu Ukrainy nie jest jedyna wojna – dodaje Oleksandr. Przez ostatnie 9 lat, ile mieszkam w Polsce, poznałem dużo różnych historii „dlaczego nasi wyjechali”. Komuś odebrali biznes, dużą fabrykę meblową. Ktoś pracował na dwóch etatach, żeby spłacić czynsz. Władza stworzyła nam takie warunki. Ludzie marzyli o tym, żeby wyjechać. Sama wojna była tylko sygnałem „teraz” , „już dość”.
Viktoriia i Oleksandr mieszkali w Czarnomorsku, obok Odessy tuż przy Morzu Czarnym. Rodzinnie przyjechali w 2015 roku. Viktoriia zostawiła w Ukrainie rodziców, mieszkanie, salon fryzjerski – 130 metrów kwadratowych z ekipą profesjonalnych fryzjerów. Do początku wojny w 2022 roku, rodzice Victorii nie mogli jej zrozumieć – zostawić wszystko i wyjechać?

Będąc właścicielką salonu numer jeden w Czarnomorsku, pojechała do Polski, najpierw sama. I u nas pracowała w „swoim fachu”, tylko u kogoś, już nie na własny rachunek. Zrobiła to dla swoich synów, starszego Oleksandra i młodszego Ivana.

Viktoriia na Ukrainie brała udział w wielu konkursach, z dumą pokazuje film z jednego z pokazów mody, do którego szykowała fryzury. Na ścianie w salonie w Kamiennej Górze przy ul. Browarowej 2 zawiesiła dyplomy, certyfikaty. Salon zdobi całe mnóstwo pucharów i orderów.
– Widzę więcej możliwości na rozwój salonu fryzjerskiego w Kamiennej Górze niż we Wrocławiu. Dlatego postanowiłem swój biznes zlokalizować właśnie w tym mieście – tłumaczy Oleksandr.
Oleksandr miał być marynarzem. Zmienił zdanie, jak babcia z mamą powiedziały mu, że na marynarza nie czeka żona.

Wybrał zawód fryzjera, jak jego mama, babcia, pradziadek. Podpatrywał fachu, razem z mamą jeździł na szkolenia i konkursy. W kategorii junior zdobył nagrodę. Było to w 2013 roku. Już w Polsce, we Wrocławiu, także pracował z mamą. Przychodziły do nich znane polskie piosenkarki. Wtedy jeszcze nie znał ich, więc ręka nie drżała z emocji. We Wrocławiu skończył Wyższą Szkołę Bankowości. Wyuczył się marketingu i public relations, co bardzo pomaga w rozwoju biznesu.
– Pomimo tego, że od 26 lat pracuję w zawodzie to musieliśmy przestawić się na polski rynek – mówi Viktoriia.
Strzyżenia włosów, koloryzacji, czesania nie można wyuczyć się tylko raz. Trzeba śledzić zmieniające się trendy. Inne fryzury były w 2014 roku, inne są teraz. Nie ma jednego modelu, który pasowałby każdemu. Są też różne style ścinania włosów. Trzeba brać pod uwagę kształt twarzy, gęstość włosów, typ włosów, ich kolor, proporcje ciała klienta.
– Fryzjer to także terapeuta. Zawsze wysłucha. Zmieni fryzurę w ważnym momencie życia- przed ślubem czy po rozwodzie, poprawi humor, gdy jest smutno – mówi Viktoria.
Salon Fryzjerski & Barbershop Roalvi znajduje się przy ulicy Browarowej 2 w Kamiennej Górze (między muzeum a Internarche). To rodzinny salon fryzjerski, połączenie klasyki barbershop z damskim stylem.

Salon jest otwarty od 21 września 2024 roku i już zdobył swoich pierwszych stałych klientów. Każdy pierwszy klient otrzymuje rodzinną kartę stałego klienta. Każda kolejna wizyta zbliża do rabatów i prezentów.
– Jesteśmy bardzo lojalni wobec klientów. Zawsze staramy się dać wiecej – mówi Oleksandr.
Salon Fryzjerski & Barbershop Roalvi w Kamiennej Górze, jako jedyny w tym mieście, ma system do rezerwacji wizyt online tzw. Booksy. Przyjmuje także klientów, którzy nawet z ciekawości tam zaglądną. Salon pracuje do samego wieczoru.
– Pracujemy dłużej niż inni. Mieszkańcy nie tylko Kamiennej Góry mogą wpaść do nas po pracy, bo jesteśmy do 20:00 – mówi Oleksandr.
A co Wam podoba się w Polsce? Pytam Viktoriię i Oleksandra pijąc dobrą kawę, którą również częstowani są klienci.
– Spokój, cisza, równe drogi, nie ma takiego bałaganu, jak u nas, jeszcze przed wojną. U Was ludzie do siebie odnoszą się z szacunkiem.
Za czym tęsknicie?
– Za czarnomorskimi rybami, za owocami morza. Wasze mają zupełnie inny smak, ale bardzo lubimy polski żurek z jajkiem i serek wiejski. Nie obrażamy się, jak serwują nam pierogi ruskie.
Wracacie po wojnie do siebie?
– Za dużo poświęciliśmy, za dużo przyłożyliśmy starań, żeby wrócić. Dla nas to nie ma żadnego sensu wracać. Nawet po wojnie.
